Rok 2025 jest dla naszego kraju szczególny. Przywołujemy tysiąc lecie królestwa, koronację dwóch pierwszych polskich królów Bolesława Chrobrego i Mieszka II, a tym samy nasze aspiracje jako europejskiego, dumnego narodu. Przez wieki Polska wydała wiele dzielnych i mądrych córek i synów, ich poczet układa się do dzisiaj niemal w nieskończoność – naukowcy, artyści, żołnierze, politycy, działacze społeczni, ludzie znani z nazwiska i bezimienni patrioci dzięki którym jesteśmy tymi, kim teraz.
Jeżeli jednak mierzymy chwałę narodu pozycją jaką osiągnęli jej obywatele, to bez wątpienia najwyższych zaszczytów – wykraczających poza kraj, a nawet kontynent, dostąpił człowiek, który swoją drogę rozpoczął w maju 1920 roku w prowincjonalnych Wadowicach, pięknym mieście, jednak na uboczu blichtru wielkiego świata. Na dodatek w czasie, który doświadczał nas okrucieństwem wojny, niepewnością o jutro, wreszcie totalitarnym zniewoleniem narzuconego, obcego polskiej mentalności systemu komunistycznego.
Łącząc pasję naukową i artystyczną z powołaniem do głoszenia nauki kościoła katolickiego, w której widział szansę na zbawienie w wymiarze pojedynczej osoby jak i na wyzwolenie całego narodu, swoją drogę życiową rozpoczął Karol Wojtyła, przyszły papież i święty kościoła Jan Paweł II.
Nikt wcześniej nie dostąpił takich zaszczytów, nikogo przed nim nie słuchały miliony na całym świecie. Mówił do nich, do nas, jako duchowy przywódca i jako Polak zatroskany o przyszłość swojego narodu. I był słuchany, niesione przesłanie - chociaż trudne w odbiorze, wymagające od każdego głębokiej refleksji - było doceniane.
To również ewenement w naszej historii, bowiem o ile mądrych słów i szlachetnych czynów w polskich dziejach nie brakuje, to jak nielicznych przypadkach znajdowały posłuch w szerszych kręgach.
Wszystko zmieniło się dopiero 16 października 1978 roku. Wybór Polaka na papieża był dla jednych zaskoczeniem a dla innych wielką niewiadomą. Faktem jest jednak, że ci sami ludzie 27 lat później, zebrani na Placu Świętego Piotra w Rzymie, czuwając w modlitwie przy konającym papieżu, na wieść o jego śmierci spontanicznie zakrzyknęli santo subito – natychmiast święty.
Ich wola spełniła się w 2014 roku. 27 kwietnia podczas uroczystej mszy św. na placu świętego Piotra, pod przewodnictwem papieża Franciszka, przy koncelebrze emerytowanego papieża Benedykta XVI, bł. Jan Paweł II (wraz z bł. Janem XXIII) został włączony w poczet świętych Kościoła katolickiego. Tak skończyła się ziemska droga Karola Wojtyły, pierwszego papieża z Polski. Ale dla nas to dopiero początek opowieści.
Powróćmy na Plac Świętego Piotra 2 kwietnia 2005 roku.
Kogo wówczas żegnaliśmy. Wielu widziało w nim wybitnego Polaka, męża stanu, charyzmatycznego przywódcę, kogoś, kto obalił komunizm i wprowadził naród i Kościół w trzecie tysiąclecie. Wśród ludzi nauki, kapłanów, teologów przeważały opinie, że żegnaliśmy wybitnego papieża reformatora. Mówiono o przełomowym pontyfikacie, o zmianach wizerunku urzędu Piotrowego, o pielgrzymowaniu do świata, nowym spojrzeniu na młodzież, ewangelizację… Kolejna grupa, chyba najliczniejsza, to ci, którzy nazywali papieża ojcem, dziadkiem. Można te głosy uznać za nazbyt emocjonalne, mniej świadome, chociaż może przeciwnie, wyrażają najwięcej i najgłębiej – bezpośrednią więź, zaufanie i autorytet.
Profesor Halina Bortnowska, była doktorantka Karola Wojtyły z KUL, w radiu TOK FM przypominała:
„Papież uczył, że śmierć nie jest końcem, ale przejściem do świata, który jest lepszy od naszego. Sądzę, że on, w gruncie rzeczy, jest szczęśliwy, że powołanie wypełnił, że wszystko zniósł, co musiał znieść, do końca i że wolno mu już odejść. Mam nadzieję, że już mu kwitną te ogrody”.
Stanisław Lem na łamach „Tygodnika Powszechnego” dodawał:
„Niektórym wydawało się to dość okrutnym novum – że nie umiera się w samotności, w odosobnieniu, tylko na oczach wszystkich; ale przecież tak właśnie umierał Chrystus”.
Socjolog Paweł Śpiewak w tygodniku „Wprost” zapisał o ostatniej drodze papieża:
„Niewysłowiona encyklika papieża przekracza wszelkie religijne podziały. Przekracza naiwnie zbudowany rozdział na wierzących i niewierzących. To jest przesłanie najdoskonalsze ekumeniczne, bo po prostu ludzkie. (…) On rozumiał, czym jest ludzkie powołanie, mądre życie i mądre cierpienie, i wiedział, że niezależnie od czasu, obfitości i ubóstwa, wojny i pokoju wymaga przede wszystkim odwagi zawierzenia. Tak jak odwagi wymaga wiara, religia i po prostu elementarna rzetelność”.
Wydarzenia i przeżycia z tamtych dni stanowiły dla wielu z nas życiowy moment formacyjny. Warto zadać sobie jednak pytanie, czy i na ile dziś ta pamięć jest żywa i ma moc zmieniania rzeczywistości. W kolejnych publikacjach przypomnimy życie Papieża Polaka. Może odpowiedź nasunie się sama.
Zanim jednak wrócimy do początków, do Wadowic, chcemy podzielić się pewną refleksją, która przyświecała podjęciu tego tematu. Otóż niewiele jest takich momentów w naszej historii, w których narodowy i światowy autorytet, z pełną mocą i przekonaniem podejmuje znaczenie wychodźstwa, Polonii i Polaków zamieszkałych za granicą dla naszej ojczyzny. Przykładów troski papieża Jana Pawła II o zjednoczenie Polonii z macierzą jest bardzo dużo, ale my skupimy się na konstytuującej współczesną rzeczywistość polonijną rzymskiej konferencji Kraj – Emigracja z roku 1990. To wówczas mówił:
„Możemy być dumni z tego, co mamy. Dlatego tak bardzo ważne jest, by czuć się Polakiem, mieć świadomość polskich korzeni, które sięgają tysiąca lat, a czerpią swą siłę z chrześcijańskiej wiary i kultury europejskiej. Świadomość tych związków, a zarazem świadomość wartości własnej kultury pomogą nam właściwie ocenić samych siebie i zwiększą poszanowanie kultury innych narodów. Jesteśmy odpowiedzieli za Polskę, za to, co ona stanowi, i za to, co od niej otrzymaliśmy i otrzymujemy. Ojczyzna, to nasza wspólna Matka, to nasz wielki zbiorowy obowiązek. Jesteśmy za nią odpowiedzialni”.
Przewodnicząc polskiej delegacji profesor Andrzej Stelmachowski, marszałek Senatu RP, założyciel i prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” doskonale rozumiał, że tylko na fundamencie tak wielkiego autorytetu moralnego można zbudować jedność Polaków ponad granicami. To w imieniu nas wszystkich zwracał się do papieża:
„Ojcze Święty, stają przed tobą rodacy, rodacy z całego świata […] chcieliśmy tutaj wrócić do źródeł, gdzie mamy korzenie naszego chrześcijaństwa, kultury śródziemnomorskiej i sądzimy, że w blasku autorytetu jego świętobliwości będzie można budować jedność wszystkich Polaków gdziekolwiek by się oni znajdowali – blisko i daleko i sądzę, że to właśnie pozwala nam żywić nadzieję, że dotychczas oddzielnie wspólnoty będą mogły połączyć swe wysiłki i znaleźć to co wspólne, to co łączy”.
Zarówno przesłanie Jana Pawła II jak i profesora Stelmachowskiego są nadal aktualne i zobowiązują do działania. Tylko od nas zależy, czy ziszczą się marzenia i czy nasza ojczyzna – nasz wielki zbiorowy obowiązek - znajdzie z nas oparcie.
STOWARZYSZENIE "WSPÓLNOTA POLSKA"