POLSKIE OBYCZAJE

24 grudnia Wigilia Bożego Narodzenia

Nazwa dnia pochodzi od łacińskich słów vigiliare - czuwać oraz vigilia – straż nocna, warta czuwać. W Kościele Powszechnym wigilia obchodzona jest jakom przedświęcie Bożego Narodzenia, z obowiązującym postem, czuwaniem i oczekiwaniem na święto. Wprowadzona do liturgii ok. VI w. ( a więc w dwa wieki później niż samo święto) otwiera cykl świąteczny Bożego Narodzenia. Wigilia obchodzona jest w porze zimowego przesilenia słońca, od najdawniejszych czasów jest więc także początkiem roku słonecznego, wegetacyjnego i tradycyjnego, ludowego roku obrzędowy. Posiada więc własną, odrębną, bardzo bogatą obrzędowość i niezliczone zachowane po dzień dzisiejszy zwyczaje domowe.

W polskich obchodach świątecznych Bożego (zgodnie z tradycją kościelną trwających aż do święta Trzech Króli, 6 stycznia)  najważniejsza jest właśnie wigilia, dzień wielu różnych przygotowań, rodzinnych ceremonii i wielkich przeżyć, oczekiwany z niecierpliwością, zwłaszcza  przez dzieci. Obyczaj nakazuje, aby w dniu wigilii nie wszczynać kłótni, przebaczyć sobie wszystkie urazy, nikogo nie zasmucić i nie obrazić, a przeciwnie mieć dla każdego uśmiech i dobre słowo. W wigilię starano się wstawać wcześnie rano, aby przez cały rok zachować zdrowie i sprawność.


Szczególnej grzeczności i dobrego zachowania  wymagano od dzieci, tłumacząc im, że zasłużona kara wymierzona im w dzień wigilii, powtarzać się będzie często także  przez cały nadchodzący rok. Stare przysłowie powiadało bowiem, że jaka wigilia taki cały rok.

Zarówno wigilię jak i Boże Narodzenie w Polsce często nazywamy Gwiazdką  - na pamiątkę gwiazdy, która - według Biblii - pojawiła się nad Betlejem, w noc Narodzenia Chrystusa i prowadziła do stajenki pasterzy, a później także i mędrców ze Wschodu. Pierwsza, jasna gwiazda, w wigilię o zmierzchu ukazująca się na zimowym niebie jest także znakiem, że powinny już zakończyć się wszystkie wcześniejsze przygotowania: porządki, gotowanie, a na wsi  także obrządek inwentarza, że dom powinien być już świątecznie przystrojony, prezenty przygotowane, zapakowane  i ułożone pod choinką, stół nakryty do wieczerzy i że czas już do niej zasiadać.

Od najdawniejszych czasów,  ważną rolę odgrywał odpowiedni  świąteczny przystrój mieszkania i wigilijnego stołu.

Najbardziej w Polsce znanym i charakterystycznym elementem przystroju świątecznego, stosowanym zarówno na wsi, jak i w miastach, w chatach chłopskich i na dworach szlacheckich, a nawet i w magnackich rezydencjach, była niegdyś słoma, najczęściej snopy różnych zbóż (pszenicy, żyta, jęczmienia i owsa), ustawiane kątach izby jadalnej. Na stole grubą warstwą rozpościerano siano, a na nim dopiero obrus, lub białą, lnianą płachtę, sypano na nie ziarna rozmaitych zbóż i na tym  dopiero zastawiano potrawy. W niektórych, głównie południowych i południowo – wschodnich, regionach Polski rozpościerano słomę na całej podłodze, a małe jej snopki i woreczki z ziarnem umieszczano pod stołem ( Ziemia Sądecka, Pogórze Rzeszowskie). Robiono tak w intencji urodzaju. W tej samej intencji po wieczerzy podrzucano słomę wysoko pod sufit (na bujny wzrost zboża) co zwało się ciskaniem kop. Prócz tego ze słomy znajdującej się w izbie skręcano powrósełka  i obwiązywano nimi drzewa w sadzie, na urodzaj owoców.

Słoma i siano w domu, w dniu wigilii, przypominać  miały także, że Dzieciątko Jezus urodziło się w stajni, na sianie, że złożono je w bydlęcym żłobie, a obecne przy tym zwierzęta wół i osiołek oraz owce uklękły i grzały je swym oddechem.

Stary zwyczaj w tym mają chrześcijańskie domy
Na Boże Narodzenie po izbach słać słomy,
Że w stajni Święta Panna leżała połogiem.

Czasami jeszcze, na wsi, starsi ludzie przywiązani do tradycji świątecznej i obyczaju swych przodków stawiają snopy słomy w kącie pokoju, w którym zasiadać będą do wigilijnej wieczerzy. Częściej jednak kładzie się na stole już tylko symboliczną garstkę słomy lub siana.

W tradycyjnym  przystroju świątecznym bardzo ważne były także gałązki drzew szpilkowych – jodły, świerku, modrzewia  czy sosny, tzw.zimozielone lub wszechżywe. W Polsce (i w wielu innych krajach Europy), dekorowano nim i domy i obejścia, (w czasach kiedy jeszcze nie znano choinek), przybijając je do ścian domostwa, strojąc nimi ramy obrazów, wrota stodół, stajni i obór. Od wieków bowiem gałąź zielona gałąź zielona była symbolem życia, sił witalnych i pomyślnej wegetacji roślin. Występowała więc w wielu różnych świętach i obrzędach, także w tradycyjnych zwyczajach wigilijnych i Bożego Narodzenia, jako pozostałość prastarych obrzędów magicznych mających spowodować odradzanie się roślin, po zimowej pozornej śmierci. Wierzono, że gałązki zielone mają różne właściwości dobroczynne. Do niedawna więc, na wsi, gałązką zieloną, odłamaną  ze świerku lub sosny, kropiono izbę i stół wigilijny, a po wieczerzy także i bydło w oborach, gładzono nią boki i grzbiety krów, aby były zdrowe, mocne i dawały dużo dobrego mleka.

Na Ziemi Krakowskiej i Lubelskiej, w okolicach Rzeszowa, Jarosławia i Sandomierza, na Podhalu i Ziemi Sądeckiej, także na Śląsku Cieszyńskim występowała inna jeszcze ozdoba świąteczna z zielonych gałęzi  nazywana podłaźnikiem, podłaźniczką, jutką, wiechą, bożym lub rajskim drzewkiem. Pod sufitem, nad stołem wigilijnym zawieszano gałąź sosnową, czubek świerku lub jodły, przybrane jedliną obręcze z przetaka, druciane lub łubiane koła oplecione zielonymi gałązkami, albo przybrane nimi słomiane tarcze. Na nich dopiero wieszano  jabłka, orzechy, pozłociste nasiona lnu i – co jest bardzo charakterystyczne dla tej  świątecznej ozdoby - wycinanki z  białych i barwnych opłatków. Po środku i nieco niżej niż inne ozdoby wisiał zawsze duży opłatkowy tzw . świat.

Gałąź na podłaźnik ścinano w lesie, w wigilię, o świcie i śpiesznie wracano do domu, wierzono bowiem, że gospodarzowi , który pierwszy przyniesie go do domu, najwcześniej wzejdzie i dojrzeje zboże. Do domu wnoszono podłaźnik  w ciszy i skupieniu, aby nie stracił swej niezwykłej, czarodziejskiej mocy. Podłaźniki były nie tylko ozdobą mieszkania w wieczór wigilijny. Miały również przynosić domowi i wszystkim mieszkańcom różne dobrodziejstwa: chronić przed chorobami i złym urokiem, sprowadzać urodzaj, zapewniać dobrobyt i zgodę w rodzinie, a dziewczętom na wydaniu powodzenie w miłości i szczęśliwe zamążpójście.

Obecnie we wszystkich domach, w okresie świątecznym Bożego Narodzenia, na honorowym miejscu staje pięknie przybrana i oświetlona choinka. Jest ona jedną z najmłodszych tradycji świątecznych, które do Polski przyszły z Niemiec i to dopiero w połowie XIX wieku. Choinki najpierw pojawiły się w miastach, głównie w domach mieszczan niemieckiego pochodzenia. Na wsi, zwłaszcza w Polsce południowej i środkowej, jeszcze w okresie międzywojennym należały do rzadkości. Pierwsze choinki ubierano w jabłka, orzechy, pierniki i różne ciasteczka. Z czasem przybywało na choinkach innych ozdób. Najpierw były to "cacka" własnoręcznie wykonane z papieru i kolorowej bibułki, ze słomki, piórek i wydmuszek jaj; robiono z nich łańcuchy, różne wisiorki, pajączki, gwiazdki, pawie oczka, aniołki, pajacyki, baletnice itp. Później, także  - popularne obecnie - gotowe ozdoby, sprzedawane w sklepach: szklane bombki oraz kolorowe elektryczne lampki.

Wyłącznie polskim przystrojem wnętrz mieszkalnych w okresie Bożego Narodzenia, nieznanym poza naszym krajem, były  niegdyś ozdoby z opłatka. Jeszcze w początkach XX w. ozdoby takie stosowane były powszechnie na całym niemal obszarze Polski, z wyjątkiem regionów północnych i północno – zachodnich. Ozdoby te wycinano z resztek opłatków białych i kolorowych, przeznaczonych na wigilijny stół. W Polsce północno- wschodniej, na Podlasiu, były to głównie gwiazdy wykonywane w niezliczonych odmianach kształtów i kolorów. Wieszano je na nitkach lnianych lub na końskim włosiu i ozdabiano nimi belki stropowe. W innych częściach Polski (Polsce centralnej i przede wszystkim w regionach południowych) występowały formy przestrzenne, najczęściej kule sklejone z opłatków zwane  światami albo wilijkami. Miały one szersze niż gwiazdy zastosowanie w zdobnictwie świątecznym: jako samodzielna ozdoba wieszana na belkach sufitu, nad ołtarzykiem domowym, nad stołem przygotowanym do wigilijnej wieczerzy, a także jako najważniejsza ozdoba podłaźniczek i pierwszych choinek. Opłatkowe gwiazdy i światy umieszczano we wnętrzach nie tylko dla ozdoby, ale przede wszystkim po to, aby chroniły ludzi i ich dobytek od wszelkiego zła, od chorób i nieszczęść, aby sprowadzały na dom błogosławieństwo boże dostatek, spokój i zapewniały domownikom zgodę i miłość.

Pierwsza gwiazda pojawiająca się na niebie w wieczór wigilijny jest znakiem, że  powinna się rozpocząć uroczysta  wigilijna wieczerza postna w zależności od regionu nazywana wilią, wigilią, (jak cały dzień),kutią (na wschodnich rubieżach Polski, od tradycyjnej jadanej tam potrawy wigilijnej),pośnikiem  lub postnikiem. W całej Polsce jest ona najważniejszym momentem  wigilii i domowych obchodów świątecznych Bożego Narodzenia. Każdego więc roku, w wigilię Bożego Narodzenia, o zmierzchu, jak Polska długa i szeroka, w miastach i na wsi pustoszeja ulice. Na kilka godzin zamiera nawet ruch uliczny w wielkich miastach i zapada cisza. W ciemności błyszczą jasno oświetlone okna mieszkań i zapalone na choinkach lampki, bo wszyscy gromadzą się w domach, wokół nakrytego do wieczerzy stołu. Stół  zwyczajowo nakrywa się białym obrusem. Na honorowym miejscu, na ozdobnym talerzu, bochenku chleba lub pasemku siana kładzie się opłatki .

W niektórych domach, głównie na wsi, sypie się na obrus ziarna maku, fasoli, soczewicy, grochu i różnego zboża. U Pogórzan i Łemków stawia się na stole wigilijnym naczynie z olejem i czosnek, (dla zdrowia, pięknych zębów i żeby  złe duchy i demony nie miały do nikogo dostępu),  a czasem także i flaszkę wódki, chociaż w zasadzie, w tym dniu nie podaje się alkoholu do stołu.

Obyczajem ojców i dziadów, na stole wigilijnym stawia się dodatkowy talerz i składa na nim okruch opłatka. Jest on przeznaczony dla gościa lub bezdomnego, który – być może – zapuka do nas w wieczór wigilijny, i którego zgodnie z tradycją należy jak najlepiej przyjąć, zaprosić do stołu i ugościć. Niekiedy tłumaczy się, że jest to nakrycie dla gości z zaświatów, dla dusz bliskich zmarłych, którzy w tę świętą noc mogą odwiedzać swe domy, wraz z rodziną uczestniczyć w święcie i radości Bożego Narodzenia, posilić się, ogrzać w cieple domowego ogniska i rodzinnej serdeczności.

Wigilijną wieczerzę poprzedza niezwykła i jedynie polska ceremonia: łamiemy opłatek, dzielimy się nim z najbliższymi na znak pojednania, pokoju, miłości, braterstwa, przyjaźni i współuczstnictwa w wielkim święcie Bożego Narodzenia, wymieniamy uściski i pocałunki i składamy sobie świąteczne życzenia.

W ceremonii tej dopatrzyć się można pewnych analogii ze starochrześcijańską tradycją łamania chlebów ofiarnych, ale nie konsekrowanych, tych które nie zostały wykorzystane w misteriach religijnych. Nazywano je eulogiami. W okresie świątecznym Bożego Narodzenia wymieniały je pomiędzy sobą zakony i bractwa religijne, rozdawano je także przychodzącym do kościoła wiernym, aby dzielili się nimi na znak chrześcijańskiej miłości. Około X w., w czasach pokarolińskich (czyli od czasów panowania cesarza Karola Wielkiego) chleby te i płytki chlebowe (chleby przeznaczone do konsekracji i eulogie) zastąpione zostały pieczywem obrzędowym innego rodzaju, zbliżone do znanych nam dzisiaj opłatków i noszących łacińską nazwę nebulae czyli mgiełka. Pieczono je  z mąki pszennej i czystej wody, w metalowych prostokątnych formach z imadłem, z wygrawerowanymi wewnątrz symbolami religijnymi, scenami z życia Chrystusa i Świętej Rodziny, które odciskały się i były widoczne na gotowych opłatkach. Wyrobem opłatków trudniły się i trudnią dotychczas bractwa zokonne: benedyktyni w Cluny, a Polsce zakon sióstr sakramentek w Warszawie. Opłatki kościelne i opłatki świąteczne (zrobione z tej samej materii) pieczone są również w licznych, rozsianych w całej Polsce, wyspecjalizowanych w tej sztuce, pracowniach rzemieślniczych.

W okresie przedświątecznym można zaopatrzyć się w opłatki we wszystkich kościołach, w wielu parafiach przynoszą je do domów organiści i kościelni jako świąteczny dar chrześcijański. W dzień wigilii nie może zabraknąć opłatka w żadnym polskim domu  i na żadnym stole. Wieczerzę wigilijną zaczynamy bowiem gestem złamania i dzielenia się chlebem, a od najdawniejszych czasów był on symbolem pokoju i dobra.

Dopiero potem można zasiąść do stołu i próbować wszystkich po kolei potraw wigilijnych. Jadłospis wigilijny to osobny temat. Składa się on zawsze z wielu różnych potraw postnych, (bez mięsa, tłuszczów zwierzęcych, a w przeszłości nawet bez nabiału i słodyczy). Ich ilość i rodzaj potraw określa tradycja regionalna i domowa. I tak np. w niektórych domach wieczerza wigilijna składa się z dwunastu dań, bo tylu było apostołów, uczniów Jezusa i tyle jest miesięcy w roku. Równie często przygotowuje się na wigilię nieparzystą – rzekomo szczęśliwą liczbę potraw. Nie ma tu specjalnych reguł. Im więcej jest tych potraw, tym lepiej, bo tym większych dostatków i obfitości można spodziewać się w nadchodzącym roku.

Rodzaj potraw i produkty z jakich się je przyrządza, wskazują na związki wigilii, także i dzisiejszej, z odległymi w czasie, archaicznymi obrzędami rolniczymi i hodowlanymi, a także ze stypami - ucztami zadusznymi, które przed przyjęciem chrześcijaństwa odprawiane były (także i na ziemiach polskich) w okresie zimowego przesilenia słońca.

Wigilia składać się powinna z wszystkiego co w polu w sadzie, wodzie, lesie i ogrodzie, a więc z płodów ziemi, głównie z potraw zbożowych, z mąki i kasz oraz z jarzyn, owoców, grzybów, orzechów oraz miodu. Później wprowadzono do niej również i ryby. Jadano je najpierw w domach rybaków, u szlachty i w bogatych klasztorach. Dania rybne, uznawane przez Kościół za postne, z czasem bardzo się rozpowszechniły i obecnie stanowią podstawę jadłospisu wigilijnego we wszystkich prawie regionach Polski, w miastach i na wsi. W jadłospisie wigilijnym nie brakuje potraw uznawanych niegdyś za żałobne, które w przeszłości zanoszono w ofierze na groby zmarłych i spożywano podczas uroczystości zadusznych. W skład takiego żałobnego jadła wchodził zwykle mak, groch, bób, fasola, jabłka , miód i pszenica.

Jadłospis wigilijny był i pozostał dotychczas bardzo zróżnicowany. Zawsze zależał od stanu, stopnia zamożności, lokalnej i domowej tradycji.

Tradycyjnie postna i dość skromna, bo złożona z prostych potraw, bywała więc głównie wigilia chłopska, ale i ona miała wiele regionalnych odmian. W wielu regionach jadano kiedyś na wigilię tzw. siemieniuch  lub siemionkę – zupę z siemienia lnianego, utłuczonego w stępie i rozgotowanego na gęste mleko; jadano także brej – klej owsiany, zupy z grochu, kapusty, żur z mąki żytniej i barszcz buraczany; jadano gotowaną kapustę, grzyby i groch, skąpo maszczone olejem konopnym lub lnianym; jadano różne pierogi postne i kluski, a wśród nich pszenne kluski z makiem i miodem, do naszych czasów uznawane za wigilijny przysmak.

Staropolska wieczerza wigilijna, a zwłaszcza wigilia szlachecka stała się z czasem wystawną ucztą, podczas której podawano kilka zup do wyboru ( rybną, wykwintną zupę migdałowa, barszcz i grzybową), wiele dań rybnych przyrządzanych według skomplikowanych przepisów, rozmaite ciasta i inne słodycze, owoce w cukrze i przednie trunki, głównie wina i miody pitne.

Książki kucharskie, zwłaszcza stare, pełne są przepisów na przysmaki wigilijne i świąteczne, ryby i śledzie oraz różne wypieki i desery.

Jadłospis wigilijny podlegał ciągłym zmianom. Znikały z niego np. potrawy mniej smaczne (takie jak np. brej, czy siemieniuch). Zmieniał się gdy złagodzone zostały posty. Niektóre potrawy charakterystyczne dla określonych regionów pojawiały się i na innych terenach, przenoszone tam przez osoby zmieniające miejsce zamieszkania. Przykładem może być kutia potrawa wigilijna ze wschodnich regionów, obecnie znana i jadana w całej prawie Polsce.

Dzisiejsze czasy z charakterystycznym dla nich pośpiechem nie sprzyjają przyrządzaniu skomplikowanych, pracochłonnych dań. Jednak w każdym polskim domu, raz do roku, na wigilię , podaje się typowe dla niej potrawy. Postne menu wigilijne, chociaż odmienne w każdym domu, uwzględnia pewne zwyczajowo uznane zasady. Koniecznie musi się w nim znaleźć barszcz  czerwony z buraków lub zupa grzybowa, śledź, chociaż jedna potrawa rybna, jakieś postne danie z kapusty i grzybów (np. kapusta z grzybami, farsz kapuściany do pierogów, grzybowe nadzienie do uszek), kluski z makiem, ciasto makowe, pierniki, orzechy, kompot z suszonych owoców.

W przeszłości, na wsi, po skończonej wieczerzy udawano się do stajni i obory ze skopkiem do którego odkładano po łyżce każdej wigilijnej potrawy i z opłatkiem specjalnie przeznaczonym dla bydła. Strawę tę oraz opłatek dzielono pomiędzy wszystkie zwierzęta domowe, aby i one dowiedziały się o wielkim święcie Bożego Narodzenia i miały w nim swój udział. Starzy ludzie tłumaczyli, że robi się tak dlatego ponieważ bydełko było obecne, przed wiekami w stajence betlejemskiej. Powiadano także, że zwierząt, które posilą się resztkami świętego, wigilijnego jadła będą się zdrowo chowały i dobrze służyły ludziom.

Po obrządku tym powracano do domu, aby odpocząć, powróżyć sobie np. z siana wyciągniętego spod obrusa (robili to zwłaszcza młodzi ludzie, bo źdźbło rozdwojone wróżyło małżeństwo). Opowiadano o cudach, które w tę jedną w roku, niezwykła noc dzieją się w całej przyrodzie, o zwierzętach, które o północy mówią ludzkim głosem (co jednak usłyszeć mogą tylko ci ludzie, którzy nigdy nie splamili się kłamstwem, ani żadną inną nieprawością ), o wodzie, w studniach i rzekach, która w wigilię o północy zmienia się w wino, o rozkwitających pod śniegiem kwiatach.

Czas po skończonej wieczerzy , przed wyjściem na mszę nocną – jutrznię zwaną Pasterką lub Północką (dotychczas uczestniczą w niej tłumy wiernych) , upływał przede wszystkim na śpiewaniu kolęd. W Polsce nazywamy tak pieśni o Bożym Narodzeniu, wywodzące się z hymnów łacińskich, poważnych i uroczystych, które początkowo śpiewane były tylko podczas nabożeństw. Już w średniowieczu hymny takie śpiewane były w świątyniach rzymskich. Z czasem rozpowszechniły się w całej Europie. Motywy muzyczne takiego właśnie hymnu odnaleźć można w XVI – wiecznej kolędzie Anioł pasterzom mówił, najstarszej zapisanej kolędzie polskiej.

Późniejsze kolędy polskie z XVII, XVIII i XIX-ego i początków XX w., kolędy które śpiewa się i w naszych czasach, to utwory o dużej wartości literackiej i muzycznej. Wymienić tu można np. kolędę  W żłobie leży , do której słowa ułożył największy polski kaznodzieja, Piotr Skarga, żyjący na przełomie XVI i XVII w.,kolędy Hieronima Morsztyna i Wespazjana Kochowskiego, wielką kolędę, z końca XVIII w. Bóg się rodzi  pióra Franciszka Karpińskiego, czy późniejszą popularną kolędę Mizerna cicha stajenka licha, której autorem jest poeta Teofil Lenartowicz.

W muzyce do wielu kolęd polskich przewijają się motywy polonezów (np. w kolędzie W żłobie leży także w kolędzie Bóg się rodzi), marszów, tańców ludowych i kołysanek (jak np. w kolędzie Lulajże Jezuniu, śpiewanej dotąd, zarówno w kościołach, jak i w domach; motywy melodyczne tej kolędy zaadaptował w swej muzyce, w scherzu h- moll,  Fryderyk Chopin).

Od XVIII w. Począwszy w kolędach pojawiają się wątki folkloru polskiego. Powstaje wiele pieśni, których głównym motywem jest wędrówka pasterzy polskich do żłóbka z pokłonem i darami, skocznych i wesołych, pełnych humoru i swady, z elementami gwary z różnych regionów Polski. Pieśni te nazywa się pastorałkami. Śpiewało się je głównie w domach (nie zaś w kościołach), także podczas obchodów kolędniczych.

Rozróżnienia na kolędy i pastorałki dokonał w XIX w. ksiądz Marcin Mioduszewski autor Wielkiego Śpiewnika Kościelnego z 1838 r. Ksiądz Mioduszewski dokonał podziału na Pieśni o Bożym Narodzeniu do śpiewania w kościołach  i Pastorałki i kolędy (do śpiewania w domach). Te ostatnie wydane zostały, po raz pierwszy, w 1843 r.

Wszystkie kolędy polskie, a zwłaszcza kolędy ludowe, cechuje wielka serdeczna i tkliwa poufałość wobec małego Jezusa, który chociaż jest Bogiem to – jak śpiewają górale – urodził się  maluśki kieby rękawicka, można zatem przemawiać do Niego, jak do każdego niemowlęcia, kołysać, zabawiać śpiewaniem i graniem, obiecywać płynące z serca, chociaż skromne dary, a nawet zaofiarować kąt we własnym domu.

Dotychczas kolędy stanowią piękną oprawę polskich obchodów świątecznych Bożego Narodzenia. Rozbrzmiewają w kościołach podczas wszystkich świątecznych i niedzielnych nabożeństw, aż do dnia 2 lutego, czyli święta Matki Boskiej Gromnicznej i także w domach, chociaż - niestety - zanika już dawny obyczaj wspólnego śpiewania kolęd. O wiele częściej słuchamy ich nagrań  i koncertów, które w okresie świątecznym transmitują wszystkie programy radiowe i telewizyjne.

Dla dzieci natomiast, w wieczór wigilijny najważniejsze są  prezenty - gwiazdkowe niespodzianki, oczekiwane z niecierpliwością i z wielkimi emocjami. Pięknie zapakowane leżą pod choinką, ale dopiero po skończonej wieczerzy można je otworzyć, podziwiać i cieszyć się nimi.

Jest to jedna z najmłodszych tradycji Bożego Narodzenia, chociaż tak dzisiaj powszechna i zakorzeniona w zwyczajach świątecznych i obrzędach domowych.

Niegdyś tylko królowie i wielmoże polscy w okresie Bożego Narodzenia obdarzali hojnie swych dworzan i służbę, wspierali klasztory, szkoły i ubogich.

Zwyczaj wręczania sobie prezentów gwiazdkowych przyjął się następnie na dworach szlacheckich, a dopiero w połowie XIX w. wprowadzili go do swych domów bogaci mieszczanie. Na wsi pojawił się najpóźniej. W pierwszych dziesięcioleciach XX w. należał do rzadkości, praktykowany był sporadycznie i tylko w najbogatszych, chłopskich rodzinach, a i tam dzieci otrzymywały tylko jabłka, orzechy, pierniki lub inne zwykle bardzo skromne łakocie. Wręczali  im je: np.  Gwiôzda na Kaszubach, św. Mikołaj  - w Polsce centralnej, Dzieciątko Jezus - na  Śląsku , Aniołek lub św. Józef -  w Wielkopolsce, konik Szemel - na Warmii i inne podobne, świętobliwe, niezwykłe i tajemnicze postacie.

Obecnie prezenty gwiazdkowe stały się zwyczajem powszechnym, kultywowanych zwłaszcza w domach, w których są dzieci. Prezenty te są znakiem miłości, czułej troski i serdecznej myśli.



facebook