W Domu Polonii w Pułtusku odbyło się wydarzenie „Dialog Gwar - Polskie dźwięki, polskie słowa”, inicjatywa Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, która połączyła młodzież z kraju i środowisk polonijnych wokół tematu języka i tożsamości. Spotkanie miało charakter warsztatowy i edukacyjny, a jego nadrzędnym celem była prezentacja żywej różnorodności polszczyzny oraz roli gwar w budowaniu kulturowej wspólnoty.
Uczestnicy wzięli udział w zajęciach językowych prowadzonych przez ekspertów i językoznawców, wysłuchali prezentacji poświęconych gwarom kurpiowskiej, zaolziańskiej i wileńskiej, a także poznali ich znaczenie w codziennym funkcjonowaniu lokalnych społeczności. Organizatorzy podkreślają, że gwary nie są jedynie zjawiskiem historycznym - to nadal używane odmiany języka, niosące ze sobą pamięć, tradycję i lokalną wrażliwość.
– Ten projekt powstał z myślą o was. Po pierwsze, żeby nasi goście mogli pokazać różne gwary, po drugie, żeby udowodnić wam, że gwara to nie jest błąd, ale bogactwo języka polskiego – mówił do zgromadzonej młodzieży w sali Maneż Krzysztof Piekarski, członek Rady Krajowej Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. To swoiste centrum polonijne. W pewnym momencie pojawiła się myśl, że skoro przyjeżdżają tutaj ludzie z całego świata, ze Wschodu i Zachodu, mówiący jednym językiem, choć często posługujący się gwarami, to warto by to było skonfrontować i poszukać wspólnego mianownika. Słowem, próbować znaleźć odpowiedź na pytanie, czy Polak z Zaolzia dogada się z Polakiem z Litwy
Jak relacjonuje Tomasz Wolff z Gazety Polaków w Republice Czeskiej - Szybko okazało się, że to pytanie retoryczne. Doskonale znany na Zaolziu Chrystian Heczko, członek kapeli „Lipka”, przywitał się w środę z młodymi widzami wierszem Władysława Młynka. – Ej gróniczki, ej gróniczki, jako reźne ście chlebiczki. W piekarszczoku wypiykane, twardym palcym przeżegnane. Ej gróniczki, ej gróniczki, gdóż was pieknie wymalowoł, Że przez cały dłógi żywot, w swoim sercu żech was chowoł – uniosło się nad Narwią.
Dużo większe problemy widownia miała ze zrozumieniem tego, co mówił Cezary Kuczyński, mieszkający na Kurpiach, prowadzący na Facebooku profil… ZKurpiSyn. Okazało się bowiem, że język kurpiowski trochę wymyka się doskonale znanym wszystkim ramom. – My nie mówimy sz, tylko s, więc szyszka to jest syska. Podobnie jest z cz. I chociaż jestem Czarek, to mi zawsze wychodzi Carek. Na głowę zakładamy capkę, a do tego salik. My, Kurpsie, nie znamy też litery ż – mówił energicznie Cezary, czym wywoływał salwy śmiechu na widowni.
Do Pułtuska przyjechała także Anna Adamowicz z Bujwidz w rejonie wileńskim. – Ten projekt to przede wszystkim fajna okazja do spotkania z ciekawymi ludźmi. Wszystkie tego typu projekty traktuję z tego punktu widzenia. To jednocześnie duże wyzwanie zainteresować tym tematem tak duże grono młodych osób – przyznała. Jak dodała, najważniejsza, abstrahując od sposobu mówienia, jest tożsamość, czyli poczucie bycia Polakiem. Był taki okres przed 30 laty na Litwie, że próbowano nam wmówić, że Polaków na Wileńszczyźnie nie ma, są tylko spolonizowani Litwini. I to był ich błąd, bo Polacy mają to do siebie, że jak im się coś próbuje wcisnąć na siłę, to następuje odwrotna reakcja. Dzięki Bogu. To poczucie tożsamości jest we mnie. Mogą mi wmawiać, że nie jestem Polką, ale to nic nie da. Jestem Polką i czuję się Polką – powiedziała pani Anna.
ZADANIE DOFINANSOWANE PRZEZ INSTYTUT ROZWOJU JĘZYKA POLSKIEGO
PATRONAT MEDIALNY
POLONIJNA AGENCJA INFORMACYJNA
TŁUMACZENIE DŁUŻSZYCH TEKSTÓW MOŻE POTRWAĆ CHWILĘ...