Bój o „Kurier Wileński”. O polską prasę na Litwie (2)

„Czerwony Sztandar” w końcu lat osiemdziesiątych znacznie zwiększył swą organizatorską rolę, wykraczającą daleko poza granice Litwy. Jego wysłannicy zaczęli docierać  do wszystkich środowisk polskich w ZSRR i prezentować ich panoramę na łamach pisma.

fot. polscott24.com

Podnosiło to jego atrakcyjność i sprzyjało odrodzeniu polskiemu w różnych częściach sowieckiego imperium. „Czerwony Sztandar” miał w tym czasie 56 tys. egzemplarzy nakładu, z czego 20 tys. wysyłano do Polski. Rozwijając swą działalność „Sztandar” wprowadził rubrykę „Vilniana”, gdzie przedstawiał historię Wilna, jego zabytki, wybitnych ludzi w nim mieszkających. W gazecie zaczęto drukować w odcinkach powieść Stanisława Swianiewicza: „W cieniu Katynia”. Pojawiły się też takie rubryki jak: „Magazyn Rodzinny”, „Kolumna Literacka”, „Zastępy Młodych” itp.

Na jego łamach nadal podejmowano też tematy najbardziej istotne dla społeczności polskiej na Wileńszczyźnie. Jednym z nich była kwestia autonomii polskiej w podwileńskim regionie. Mało kto pamięta, że to tam zaczęła się dyskusja o tym problemie. W kwietniu 1989 r. w piśmie ukazało się tłumaczenie artykułu Hugo Wormsbechera, który był opublikowany na łamach rosyjskiego czasopisma „Znamia”, poświęconego przedwojennej autonomii Niemców w Związku Radzieckim. „Sztandar” przedrukował również szereg wywiadów z Mikołajem Iwanowem, a także artykułów jego autorstwa, które ukazały się w Polsce, a poświecone były losom ludności polskiej w ZSRR i polskiej autonomii na Białorusi i Ukrainie w okresie przedwojennym.

Po zmianie tytułu na „Kurier Wileński” dawny „Czerwony Sztandar” jeszcze bardziej służył polskiemu odrodzeniu na Litwie i w innych republikach ZSRR. W 1990 r. wydał m.in. dwa dodatki dla Polaków na Białorusi p.t. „Głos znad Niemna” w nakładzie 8 tys. egzemplarzy. To one utorowały drogę dla gazety pod tym tytułem i przyczyniły się do konsolidacji środowiska polskiego na Białorusi. Na łamach „Kuriera” czytelnicy z różnych części ZSRR dzieli się swymi nadziejami. Jeden z nich E. Karpionok w liście z marca 1990 r. pisał: „Ale oto nadeszły wreszcie takie dni, kiedy wszystko w naszym życiu wraca do ludzkiej normy. Może nie tak prędko, jak by nam się chciało, ale wraca i to, miejmy nadzieję nieodwracalnie. Wracają do normalnego trybu również sprawy związane z ustaleniem tożsamości narodowościowej, dążeniem do kontynuowania tradycji kulturalnej swoich przodków, zainteresowaniem swoim narodem, historią rodu. Ten proces przebudzenia i odrodzenia narodowego jest ważny szczególnie dla przedstawicieli narodowości, które dotąd nie były zaliczane do oficjalnie ustalonej „rodziny braterskiej” narodów ZSRR. Dotyczy to między innymi także Polaków zamieszkałych na terenie Rosji oraz republik azjatyckich i zakaukaskich. (…) Tak więc aktualna sytuacja w Związku Radzieckim pozwala widzieć problemy mieszkających tam Polaków w nowym świetle”.

W 1990 r. redaktor naczelny „Kuriera” Zbigniew Balcewicz w jednym z wywiadów stwierdził: „Kurier Wileński” to nie tylko po prosu gazeta, ale instytucja, która wykonywała i wykonuje bardzo wiele funkcji. Gazeta nie tylko odzwierciedla to, co się dzieje na Litwie, życie Polaków w całym Związku Radzieckim, ale jest i jego organizatorem. Nie tylko sygnalizujemy problemy, ale i często musimy je rozwiązywać. Mamy tu przede wszystkim na myśli kwestie oświaty i kultury polskiej, ale też wiele innych spraw”.

Funkcjonowanie „Czerwonego Sztandaru” przekształconego później w „Kurier Wileński” nie odbywało się oczywiście komfortowo i w sprzyjających warunkach. Gazeta stała się głównym wrogiem dla litewskich nacjonalistów od 1987 r. Już w 1988 r. delegaci na I Zjazd Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Polaków na Litwie, na którym podjęto decyzję o jego przekształceniu w Związek Polaków na Litwie w swojej rezolucji stwierdzili: „Jedyną trybuną, z której możemy mówić o naszych sprawach jest dziennik „Czerwony Sztandar”. Jednak bodaj każda polemika z podobnego rodzaju nieodpowiedzialnymi wystąpieniami, w sposób taktowny i spokojny, poruszająca tematy stosunków narodowościowych, życia Polaków na Litwie, naszych problemów i potrzeb, jest określana we wspomnianych organach prasowych jako podżegająca i antylitewska. Listy przeciwko „Czerwonemu Sztandarowi” do najwyższych władz Republiki, żądania zlikwidowania gazety, wrogie wobec niej akcje, noszą znamiona zorganizowanej i skoordynowanej kampanii. Żądamy położenia kresu antypolskim akcjom w prasie. Żądamy obrony polskojęzycznej gazety „Czerwony Sztandar” przed napadami nieodpowiedzialnych elementów w tym trudnym okresie odrodzenia. Zwracamy się do władz Republiki o publiczne ustosunkowanie się do nich. Prasa powinna być obiektywna we wszystkim. Również w naświetlaniu nurtujących dziś wszystkich problemów narodowościowych”.

Nie tylko skrajni nacjonaliści atakowali wówczas „Czerwony Sztandar”, ale i umiarkowany Tomas Venclowa stwierdził, że nie jest on pismem polskim, ale sowieckim, wydawanym w kiepskiej polszczyźnie. Oskarżenie takie bardzo często formułowano pod adresem „Czerwonego Sztandaru”. Przy jego pomocy ich autorzy chcieli zdyskredytować całe polskie odrodzenie na Litwie, przekonując opinię publiczną, że jego zainicjowanie jest dziełem „sowieckich dywersantów” z Komunistycznej Partii Litwy, kontrolowanej przez Kreml. Sugerowali, żeby gazetę zamknąć. Do I sekretarza KC KPL kierowano listy oskarżając redakcję o „podjudzanie sporów narodowościowych polsko-litewskich”. Nie wysyłali je bynajmniej jacyś nawiedzeni, niewykształceni ludzie, ale przedstawiciele związków twórczych i narodowościowych.

Powstanie nowych pism, szczególnie „Naszej Gazety” – pisma Związku Polaków na Litwie i „Magazynu Wileńskiego” zmniejszyło presję na „Kurier”. Podsumowując ten okres istnienia obecnego „Kuriera” trzeba stwierdzić, że odegrał on w kluczowym dla polskiej mniejszości narodowej na Litwie niebagatelną rolę. Bez tej gazety i jej rozbudowanego zespołu redakcyjnego, polskie odrodzenie narodowe na Litwie i w innych częściach dawnego Związku Radzieckiego wyglądałoby zapewne inaczej, jeżeli w ogóle by nastąpiło. „Czerwony Sztandar”-„Kurier Wileński” doprowadził do wielkiego przełomu. Dzięki niemu Polacy mieli możliwość szybkiego nadrobienia braków w edukacji politycznej i historycznej. Gazeta stałą się pierwszym czasopismem na Litwie, którą od 1940 r. można było nazwać polską, a nie polskojęzyczną. Świadectwem  jego ówczesnej siły było pojawienie się dwóch nowych pism adresowanych do Polaków, które w opinii mieszkańców Wileńszczyzny miały wobec „Kuriera” odgrywać rolę dywersyjną i odbierającą mu czytelników. Pierwszym z nich był prywatny dwutygodnik Czesława Okińczyca „Znad Wilii”, a drugim „Ojczyzna”. Ten drugi tytuł był efemerydą, choć bardzo szkodliwą, a pierwszy tytuł po przepoczwarzeniu funkcjonuje nadal i wykonuje swoja rolę. „Znad Wilii” nigdy nie zyskało aprobaty mieszkańców Wileńszczyzny. Sprzedaż wśród nich była zerowa. Pismo nie zajmowało się problemami mniejszości polskiej na Wileńszczyźnie, a jeżeli już to od strony litewskiej i zajmowało się historią i kulturą Wilna, a raczej tymi jej obszarami, nie mającymi żadnych odniesień do rzeczywistości. Zasługą pisma było co najwyżej podkreślanie wielokulturowości Wilna i odkurzanie jego niektórych zabytków.

Rozmawiając z członkami redakcji „Kuriera Wileńskiego” można było usłyszeć opinię, że „Znad Wilii” jest adresowane do czytelników w Polsce i ma odebrać mu dotychczasowych odbiorców przekonując ich przy tym, że Polakom na Wileńszczyźnie brakuje już tylko mleka i miodu.

„Ojczyzna” drapowała się na następcę „Czerwonego Sztandaru” i formalnie stanowiła organ tej części Komunistycznej Partii Litwy, która stanęła w odróżnieniu od jej większości na platformie jedności z KPZR nie przewidując, że za kilka miesięcy Związek Sowiecki się rozpadnie.

Źródło tej sytuacji tkwi w tragicznych wydarzeniach z 13 stycznia 1991 r., kiedy to oddziały armii radzieckiej usiłowały opanować Wilno, zajmując część kluczowych obiektów, łamiąc siłą opór cywilów. „Kurier” wydał wtedy numer nadzwyczajny 16 stycznia 1991 r. w którym zamieścił oświadczenie potępiające sowiecką interwencję i zaapelował do Polaków odbywających służbę w armii radzieckiej „…nie dajcie się użyć jako narzędzie do dławienia wolności i demokracji. Bądźcie wierni hasłu Polaków: ”Za wolność nasza i waszą”.

„Kurier” usunięto z „Domu Prasy” zajętego przez oddziały sowieckie, a jego pomieszczenia przekazano „Ojczyźnie”. „Kurier Wileński” przeniósł się do innych pomieszczeń, kontynuując działalność wydawniczą. Nie była ona łatwa. Litwini przeszli do porządku dziennego nad postawa gazety i ZPL podczas tragicznych wydarzeń w Wilnie, a zapamiętali postawę „Ojczyzny”. Stała się ona dla litewskich nacjonalistów dowodem na to, że Polacy są wrogami niepodległości Litwy, że za swego sprzymierzeńca uważają władze na Kremlu, które zawsze broniły ich przed Litwinami. W następnych latach, gdy „Kurier Wileński” wrócił do „Domu Pracy” jego sytuacja stała się trudna. Litwa stałą się niepodległym państwem, a gazeta stała się własnością Rady Najwyższej. W swojej linii programowej musiał znaleźć złoty środek między aspiracjami ludności polskiej, wyrażanymi przez Związek Polaków na Litwie a wydawcą i właścicielem czyli interesami młodego wracającego do samodzielnego życia państwa. Było zaś to bardzo trudne. Znaczna część mieszkańców Wileńszczyzny była zdania, że tylko autonomia da im możliwość narodowego bytu wierząc, że władze RP będą działać w tym kierunku, a politycy litewscy, którzy wyszli z „Sojudisu” wciąż byli zwolennikami teorii, że na Wileńszczyźnie mieszkają spolonizowani Litwini.

Część Polaków zaczęła traktować „Kurier” jako litewską tubę propagandową, co szybko odbiło się na nakładzie. Gazeta zaczęła robić bokami i mieć kłopoty finansowe. Zaczęli odchodzić z niego najlepsi dziennikarze, a pismem najchętniej czytanym przez mieszkańców Wileńszczyzny stała się wydawana przez ZPL „Nasza Gazeta”. „Kurier” utracił tez rynki w byłych republikach ZSRR, a także w Polsce i w oczy zaczęła zaglądać mu plajta. W 1995 r. rząd Litwy, który był jego właścicielem sprywatyzował go, co bynajmniej nie uzdrowiło jego sytuacji. Litewscy biznesmeni polskiego pochodzenia nie chcieli wchodzić w niczyje prochy i popioły i inwestować w pismo. Ci, co mieli pieniądze, myśleli o własnych inicjatywach wydawniczych, mających służyć realizacji ich ambicji politycznych, a nie polskiej społeczności. Zbigniew Balcewicz zrezygnował z funkcji redaktora naczelnego. Jego rolę przejął Czesław Malewski. Wydawcą dziennika stała się spółka użyteczności publicznej „Vilinijos żodis”- „Słowo Wileńszczyzny”.

Sytuacji „Kuriera” to nie uzdrowiło. Ze złej stawała się tragiczna. Dziennik mimo najróżniejszych zabiegów zaczął mieć narastające długi. Kwestia jego finansowania była częstym tematem podejmowanym przez przedstawicieli Polski i Litwy. W 1998 r. w protokole Polsko-Litewskiej Komisji ds. Problemów Mniejszości Narodowych Rady Międzyrządowej w punkcie 11 znalazło się zobowiązanie władz litewskich, że „postarają się znaleźć możliwość dodatkowego wsparcia dla „Kuriera Wileńskiego” jako jedynego dziennika w języku polskim na Litwie”. Niewiele ze „starań” litewskich wyszło. Pismo było wspierane przez Fundację „Pomoc Polakom na Wschodzie”, ale jej dotacja miała tylko charakter wspomagający. Dziennik nie był w stanie się z niej utrzymać. W 1998 r. „Kurierowi” zajrzało w oczy widmo bankructwa. Wszystkie wróble na dachach w Wilnie ćwierkały, że wkrótce na rynku pojawi się konkurencja zamierzająca go dobić, czyli wydawany przez grupę Czesława Okińczyca dziennik „Gazeta Wileńska”. Wtedy do spółki wydającej „Kurier Wileński” dołączył inżynier-mechanik z wykształcenia Zygmunt Klonowski, właściciel spółki „Klion” specjalizującej się w handlu oponami i serwisie samochodowym. Redaktorem naczelnym pisma w miejsce Czesława Malewskiego mianowano Zygmunta Żdanowicza, nauczyciela i dziennikarza, byłego naczelnego Tygodnika „Przyjaźń” i „Naszej Gazety”, dziennikarza „Słowa Wileńskiego” i znanego działacza ZPL, który przez wiele lat jako mieszkaniec Niemenczyna pełnił funkcję prezesa Wileńskiego Rejonowego Oddziału Związku. Dzięki tym dwóm osobom Klonowskiemu i Żdanowiczowi, a także wsparciu finansowemu i organizacyjnemu Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”, „Kurier Wileński” zaczął odbijać się od dna.  

Cdn.

Marek A. Koprowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

 
  • Wspierają nas:
  • Copyright by Stowarzyszenie Wspólnota Polska
  • Strona finansowana przez SENAT RP