Bój o „Kurier Wileński” (3)

By uratować „Kurier Wileński” i obronić jego miejsce na rynku, kierownictwo gazety musiało dokonać drakońskich cięć i oszczędności.

Finał konkursu Miss Polka Litwy, fot. Marian Paluszkiewicz/Kurier Wileński

Przede wszystkim redakcja pożegnała się z kosztownymi pomieszczeniami w „Domu Prasy”, przenosząc się do siedziby firmy „Klon”. Zorganizowano funkcjonowanie redakcji, zmniejszając ilość pracowników do 25 osób. „Kurier” uruchomił też własną drukarnię. Udało mu się odbudować kontakt z czytelnikami i  spłacić długi. Pismo utrzymało się na rynku, a „Gazeta Wileńska” upadła. Nie pomogło zastąpienie Aleksandra Radczenki przez Zbigniewa Balcewicza na stanowisku redaktora naczelnego. Na początku 2000 r. Okińczyc sprzedał swój dziennik biznesmenowi Ryszardowi Litwinowiczowi, który przekształcił go w tygodnik, by po kilku miesiącach go zlikwidować. Pismo, podobnie jak dwutygodnik „Znad Wilii”, nie zyskało uznania u czytelników. Konkurencja z nimi przyczyniła się jednak do ożywienia „Kuriera”. Przestał on pouczać, a zaczął informować czytelników. Ożywiła się jego szata graficzna, pojawiły nowe rubryki. Gazeta zaczęła starać się dotrzeć do każdej grupy wiekowej- od przedszkolaka do emeryta, a także przymierzać się do wprowadzenia w niej koloru.

„Kurier” coraz odważniej przystąpił też do interweniowania w sprawach zwykłych szarych ludzi, głównie mieszkańców Wileńszczyzny, stając w obronie polskich instytucji i organizacji. Był inicjatorem i współuczestnikiem wielu akcji zacieśniających jego związek ze społeczeństwem Wileńszczyzny, a także promujących określone wartości. Wymienić tu trzeba chociażby konkursy „Polak Roku”, „Moje dziecko w obiektywnie”, „Miss Polka Litwy”. Z inicjatywy „Kuriera” przyjaciele gazety w Polsce organizują akcje pomocy szkołom i sierotom z domów dziecka, a także ratowania zabytków polskich, zwłaszcza zaś wileńskiej Rossy. U progu jubileuszu 50-lecia nakład „Kuriera” wynosił od 2,5 do 3,5 tys. osób, ale czytany był przez kilkakrotnie większa publiczność. Dużą rolę zaczęła odgrywać też strona internetowa dziennika, która dla rodaków w kraju stała się głównym źródłem szybkiej i obiektywnej informacji o sytuacji Polaków na Wileńszczyźnie.

Pismo w XXI wieku przechodziło oczywiście dalsze zmiany organizacyjne i personalne. Zygmunta Żdanowicza zastąpił Aleksander Borowik, pracujący wcześniej w „Znad Wilii” i w „Słowie Wileńskim” oraz pełniący wcześniej w „Kurierze” funkcję zastępcy redaktora naczelnego. Z jego rąk ster pisma przejął Robert Mickiewicz, który wcześniej pracował w „Kurierze”, a później objął stanowisko sekretarza odpowiedzialnego w „Naszej Gazecie”. Po powrocie do „Kuriera” kierował działem społeczeństwo.

Kształtując swoje oblicze, „Kurier” stał się gazeta uniwersalną, adresowaną do wszystkich pokoleń. Każde jego wydanie przynosiło sporo informacji z kultury, nauki, sportu i gospodarki. Zawsze szeroko naświetlany był temat polskiej oświaty. Większość czytelników zaczynała jego lekturę od bieżących informacji. Pod tym względem rola „Kuriera” była trudna do przecenienia. Jego kolejne wydania stały się swoistą kroniką faktów rzutujących na stosunki polsko-litewskie i wpływających na nastroje, kondycje i pozycję społeczności polskiej w tym kraju. W „Kurierze” każdy Polak przyjeżdżający do Wilna mógł znaleźć dla siebie sporo informacji praktycznych: adresy i telefony polskich organizacji, godziny Mszy św. w języku polskim w kościołach Wilna i Wileńszczyzny, bieżące repertuary kin i teatrów.

Podkreślić trzeba, że „Kurier” bardzo mocno postawił na rzetelność i obiektywizm w opisywaniu zdarzeń. Redakcja świadomie przestała się angażować w opcje polityczne, spory w polskim środowisku, nie narzucała swego zdania , zostawiając prawo oceny opisywanych zdarzeń czytelnikom.

Nie zmieniły swego stosunku do „Kuriera” na przestrzeni ostatnich lat tylko władze litewskie. Nie tylko nie wsparły finansowo jego funkcjonowania, ale zaczęły się nim bardzo dokładnie interesować. W ich imieniu na swój celownik wzięły go litewskie służby specjalne i prokuratura, a także inne instytucje, które chciały zastraszyć go poprzez represyjną cenzurę. W 2006 r. gazeta została m.in. ukarana przez litewską Komisję Etyki Mediów za opublikowanie referatu naukowego pt. „Jak Polak widział Litwina w okresie międzywojennym” autorstwa prof. Krzysztofa Buchowskiego z Uniwersytetu w Białymstoku. Został on publicznie zaprezentowany na polsko-litewskiej konferencji naukowej. Mimo to Komisja uznała, że publikacja jest naganna, narusza kodeks etyki, bo wzywa do waśni narodowych i ukarała gazetę upomnieniem i nakazała publikację swej decyzji. Redakcja, stojąc na gruncie litewskiej konstytucji, odwołała się do sądu, ale sprawę przegrała. Naczelny Sąd Administracyjny Litwy uznał, że Komisja Etyki miała prawo negatywnie ocenić publikację referatu. „Kurier” odwołał się do Trybunału w Strasburgu. W swojej skardze redakcja stwierdziła, że Komisja Etyki Mediów karząc ją, naruszyła jej prawo do swobody wypowiedzi, łamiąc art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Sprawa ma oczywiście drugie dno. Redakcja ukarana przez Komisję i jeszcze się z nią procesująca, nie ma szans na dostanie subsydiów z państwowego Funduszu Wspierania Prasy i Telewizji. To zaś w przypadku „Kuriera” czyli gazety o małym nakładzie i sporym deficycie nie jest rzeczą bez znaczenia. „Kurier” o dotację do „Funduszu” wystąpił, ale jej nie otrzymał.

Gdy „Kurier” wystąpił przeciwko Komisji Etyki Mediów do sądu, wycofali się z niego wszyscy litewscy reklamodawcy, co bardzo mocno zachwiało jego finansami. Wszelkie próby ich pozyskania spełzły na niczym. Sytuacja jeszcze bardziej pogorszyła się , gdy do władzy doszli konserwatyści. Wtedy „Kurier” zaczęli omijać nawet polscy reklamodawcy. Żaden z nich nie chciał mieć kłopotów z litewskimi władzami. To, że gazeta przetrwała, jest zasługą firmy „Klon” i jej prezesa Zygmunta Klonowskiego, a także Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”, którzy regularnie wspierali gazetę. Środki z Fundacji przekazane jej przez Senat RP szły na pokrycie kosztów druku i papieru, a z funduszy Klonowskiego wypłacano płace dziennikarzom i pracownikom gazety. Sytuacja ekonomiczna pisma wciąż nie była najlepsza. Balansowało na granicy bankructwa. Redakcja zwracała się nadal o dofinansowanie do Funduszu Wsparcia Prasy i Telewizji Litwy, ale ten regularnie jej odmawiał. Czynił to m.in. w latach 2007-2011.

Dofinansowania nie otrzymał, gdyż zdaniem zarządu Funduszu: ”wnioski złożone przez „Kurier Wileński” nie spełniały wymogów konkursu (cele złożonych projektów nie zostały wystarczająco jasno uzasadnione, a część nazw złożonych w Funduszu projektów nie odpowiadała ich treści)”. Tłumaczenie to nie do końca odpowiada prawdzie. „Kurier” w 2008 r. zgłosił do Funduszu projekt „Wileńszczyzna – na skrzyżowaniu kultur”, który spełniał warunki konkursu, ale został przez niego odrzucony, ponieważ Fundusz wspiera analogiczny projekt, mający charakter wieloletni i ponadczasowy, realizowany przez czasopismo „Znad Wilii”: ”w którym dużo uwagi zwraca na historię, kulturę, działalność naukową i artystyczną, studia tożsamości polskiej mniejszości narodowej”. Pismo „Znad Wilii” to kwartalnik, kontynuujący tradycje dwutygodnika pod tym samym tytułem, służy jako listek figowy dla władz litewskich. Gdy strona polska domaga się, by Litwini wsparli „Kurier”, ponieważ ona regularnie dotuje finansowo dwutygodnik „Auszra”, wydawany przez Stowarzyszenie Litwinów w Polsce, od razu odpowiadają, że oni dotują pismo „Znad Wilii”. Litewska Fundacja Wspierania Prasy i Telewizji dotuje także portal Ryszarda Maciejkiańca, który zdaniem mieszkańców Wileńszczyzny prowadzi przy jego pomocy rozbijacką robotę, szkodliwą dla polskiej mniejszości i bardzo wygodną dla władz.

W końcu minionego roku, gdy Senat RP i Fundacja „Pomocy Polakom na Wschodzie”, dokonały znaczących cięć dotacji przydzielanej mu, wizja jego zamknięcia stała się bardzo realna. Redakcja wyczerpała bowiem wszystkie możliwe wewnętrzne rezerwy w oszczędzaniu środków. Przeprowadziła m.in. redukcję etatów, zmniejszyła płace pracownikom , zrezygnowała z koloru w wydaniu magazynowym. W końcu zmniejszyła ilość wydań do trzech w tygodniu oraz podniosła ceny. Tylko dzięki interwencji ministra spraw zagranicznych RP Radosława Sikorskiego scenariusz ten nie został zrealizowany. Podjął on decyzję o przydzieleniu dodatkowych środków na funkcjonowanie gazety do końca 2011 r. Ta doraźna decyzja nie rozwiązuje jednak sytuacji pisma. By przetrwać, musi mieć stałe dofinansowanie w odpowiedniej wysokości. Przekształcenie go w tygodnik jest pozbawione sensu. Gdyby „Kurier” upadł, społeczeństwo polskie zostałoby pozbawione stałego źródła informacji o Litwie. Tylko z tego powodu warto go utrzymać.

Marek A. Koprowski

Zobacz także:

Bój o „Kurier Wileński” (1)

Bój o „Kurier Wileński” (2)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

 
  • Wspierają nas:
  • Copyright by Stowarzyszenie Wspólnota Polska
  • Strona finansowana przez SENAT RP